Świadectwa tuż-tuż, a wraz z nimi dobry moment na bilans. To był rok szkolny, w którym generatywna sztuczna inteligencja jeździła w plecaku niemal każdego ucznia. Liczby pokazują jednak, że szkoła porusza się na dwóch prędkościach. Z badania NASK na grupie blisko tysiąca nauczycieli klas od 4 do 8 wynika, że 3 na 4 z nich w ogóle nie korzystało z genAI w pracy, a regularnie sięgało po nią zaledwie 6%. Po drugiej stronie ławki obraz jest odwrotny: według badania zrealizowanego dla firmy Epson we wrześniu 2025 roku aż 78% polskich pedagogów obserwuje, jak ich uczniowie używają AI - także w trakcie lekcji. Innymi słowy, technologia weszła do szkoły szybciej przez tornister niż przez biurko nauczyciela. Komentuje dr Dominik Skowroński z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.
Dwie prędkości jednej szkoły
Wyobraźmy sobie klasę, w której uczeń pyta chatbota o pomoc przy zadaniu domowym, podczas gdy jego nauczyciel po raz pierwszy słyszy słowo „prompt”. To nie karykatura, lecz statystyka. Uczniowie biegną, a część nauczycieli dopiero zakłada buty. Taka przepaść jest groźna nie dlatego, że AI jest zła, ale dlatego, że bez nauczyciela, który rozumie narzędzie, nikt nie pokaże naszym dzieciom, gdzie kończy się pomoc, a zaczyna ściąganie. To trochę jak wpuszczenie nastolatka za kierownicę bez instruktora - samochód jest świetny, tylko bez instruktora samodzielna nauka jazdy może być niebezpieczna.
Hype kontra dowody
Wokół AI w edukacji narosło wiele szumu, w którym trudno odróżnić fakty od emocji. Pilotaż przeprowadzony w polskich szkołach we współpracy z Google for Education i firmą Dalberg ostrzega przed zjawiskiem „cognitive offloading”, czyli przerzucania procesów poznawczych i myślenia na maszynę. Ten sam pilotaż pokazał jednak drugą stronę medalu: odsetek uczniów deklarujących pełne zaangażowanie wzrósł z 15% do 37%. A więc to samo narzędzie potrafi i „odmóżdżać”, i rozpalać ciekawość. Wszystko zależy od tego, jak się go używa.
Co realnie zadziałało
Najciekawsze są te wdrożenia, które wyszły poza prezentacje. Ministerstwo Edukacji wspólnie z Politechniką Warszawską przetestowało narzędzie zeszyt.online do nauki matematyki. Skorzystało z niego ponad 50 tysięcy uczniów i ponad tysiąc nauczycieli, a system sam dobierał zadania do poziomu konkretnego dziecka. Uczniowie korzystający z narzędzia uzyskiwali lepsze wyniki. To dokładnie ten Złoty Graal edukacji, o którym mówi się od lat: personalizacja na skalę, na którą żaden pojedynczy nauczyciel nie ma czasu w trzydziestoosobowej klasie.
Czego nauczył nas rok
Wniosek z tego roku jest prosty: o wartości AI w szkole nie decyduje sprzęt, lecz człowiek, który nim steruje. Dlatego tak ważne są projekty stawiające na nauczyciela. Program ZBADAI, prowadzony przez Centrum Nauki Kopernik wspólnie z Ministerstwem Edukacji, obejmie do 2028 roku 200 szkół, 930 nauczycieli i 13 tysięcy uczniów i uczy nie tego, jak kazać AI napisać wypracowanie, lecz jak rozumieć jej działanie i ograniczenia.
Człowiek wciąż decyduje
Ten rok z AI w plecaku pokazał, że technologia sama z siebie nie czyni ucznia ani mądrzejszym, ani głupszym. Robi to sposób, w jaki jej używamy. Dotyczy to zarówno pracy ucznia, jak i nauczyciela. Bo plecak można wypełnić najnowszą technologią, ale to wciąż dziecko decyduje, czy wyjmie ją z niego po to, żeby się uczyć, czy po to, żeby się wyręczyć.

