Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny (ZUT) w Szczecinie

70-310 Szczecin

al. Piastów 17

tel.:

91 449 41 11, 91 449 45 87 - rekrutacja

ikonka email do uczelni

rekrutacjazut@zut.edu.pl

Gorąco zachęcamy do podzielenia się swoją opinią na temat uczelni Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny (ZUT) w Szczecinie. Z pewnością będzie ona bardzo pomocna dla Waszych młodszych kolegów rozpoczynających studia wyższe.

  • Ciężko mi jest wystawić ocenę numeryczną; nie jestem nauczycielem i nie mam nawyku wstawiania w kartoteki cyferek, od których zależy los człowieka. Zapraszam natomiast do krótkiej charakterystyki kierunku, którą miałem okazję napisać po trzech latach studiów w Z.U.T. Studiuję w Z.U.T. trzeci rok, w dalszym ciągu jestem na tym samym semestrze. Przyjechałem do Szczecina z innej uczelni, gdzie uniemożliwiono mojej osobie progres stawiając konieczność niekończącego się zaliczania kursu. W Lipcu 2017 roku, Pan Dziekan uprzejmie udzielił mojej osobie zapewnienia iż w jego ocenie ,,coś już umiem" i w związku z tym jest skłonny wyrazić zgodę na moje przeniesienie, przy skutecznym wyznaczeniu różnic programowych - ,,góra parę kursów". Przeniosłem się jako dyplomant. W rezultacie, z końcem Września zostały mi wyznaczone różnice programowe równe niemal połowie studiów. Uzasadniono to tym iż ,,panie w dziekanacie nie wiedziały jak przypisać kursy do siatki godzin". Odmówiono mi przyjęcia odwołania od decyzji. W Szczecinie obowiązuje zasada załatwiania spraw ,,na gębę". Skutkuje to tym iż rozmowy o wynikach w nauce już zaliczone w innych uczelniach stają się przedmiotem rozważań typowych dla targowiska, nie dla uczelni wyższej. Przy całym szacunku, inaczej nie umiem nazwać niekończących się dywagacji nt. ,,kursów mrygających na czerwono" oraz znikających zaliczeń. Przykro to stwierdzić, Z.U.T. pod względem jakości utrzymania danych jest niebezpieczny i powinien zostać za to pociągnięty do odpowiedzialności dla dobra studentów oraz samej uczelni. Nie można bowiem mówić o ,,jakości kształcenia" tudzież ,,realizacji programu studiów" w warunkach nieustannej ruletki ocen w ,,systemie", który zastępuje tradycyjny indeks. Inny problem to komunikacja. Zanika komunikacja werbalna w Polsce, coraz ciężej jest porozumieć się z drugim człowiekiem. Z.U.T. dotrzymuje kroku trendom teraźniejszości, niestety. Od trzech lat nie jestem w stanie z jakąkolwiek osobą w tej uczelni czegokolwiek ustalić. ,,Proszę mi przygotować symulację kredytową to panu zaliczę wykład" - mija rok i dowiaduję się ,,pan nie zaliczył kursu". ,,Czy ten projekt mogę dzisiaj złożyć?", ,,Tak, ale będzie nie więcej niż 4-ka", ,,Dziękuję, zgadzam się na ocenę", ,,Dobrze zaraz wpiszę" - mija półtora roku i nagle dowiaduję się w piśmie wydanym niemal pod koniec semestru że mam ,,nowe różnice programowe", a w nich zaliczony kurs. Czego dowiedziałem się w drodze wyjaśnień? ,,Ja panu nie zaliczyłam bo usunęłam pana projekt natychmiast po tym gdy pan wyszedł z mojego gabinetu". Przykładów jest sporo, ale nie o litanię nieszczęść chodzi w tym poście. Z.U.T. nie jest wiarygodny jako uczelnia bo jak może być gdy nawet teraz, piszę to z ręką na sercu, nie mam pewności czy np. nagle nie okaże się że mój dyplom się nie złożył w dziekanacie? Albo nagle pojawi się nowy list miłosny, któremu na imię ,,w trakcie semestru odkryto u pana nowe, nieznane różnice programowe"? Nie mam takiej pewności i to przekreśla podstawę relacji uczeń-mistrz: zaufanie. Szczytem bezczelności Z.U.T. było poinformowanie mnie o konieczności dostarczenia zwolnienia lekarskiego pod rygorem niezaliczenia kursów w Czerwcu ubiegłego roku. I oczywiście, w tym nie ma nic dziwnego in abstracto. In concreto niestety jest: podczas jazdy pociągiem do uczelni pod koniec Maja miałem wypadek. W trybie przyspieszonym operowano mnie w Woj. Szpitalu Spec. w Szczecinie/ za co z całego serca dziękuję fantastycznym lekarzom i pielęgniarkom ze Szpitala! / . Dokładnie tego samego dnia, w którym po hospitalizacji wypuszczono mnie ze Szpitala, pojechałem prosto do dziekanatu i zgłosiłem przyczynę mojej nieobecności. Także, przekazałem informację od lekarza ,,W Z.U.S.-ie jest już ubezpieczenie do wglądu dla uczelni". I faktycznie, było tam, a mimo to musiałem specjalnie tam jechać by je wydobyć. Polacy mają ostatnio to do siebie że we wszystkim chcą być najlepsi; z reguły przeważnie wychodzi przeciwnie, stąd niektóre poczynania nadgorliwców mogą przypominać żałosne drżenie nieudacznika. Gdzieś w okolicach ogłoszenia Światowego Kryzysu Gospodarczego, wtedy właśnie rozpoczęła się bliżej nieznana uczonym metamorfoza społeczeństwa, które sprawnie opuściło blok państw, które cechowała jedna para butów dla kobiet, powodujących trwałe kalectwo, tudzież kolejki przed sklepem mięsnym, które wrażliwszym śnią się nieraz na jawie, w społeczeństwo z wieczną negacją w słowie, aparycji i czynie. Doczekaliśmy się czasów, w których panna Zdzisia w lumpeksie z niezłą amerykańską nazwą i ładnie pachnącym odświeżaczem do powietrza stwierdza że jest źla bo ,,to nie jest praca, jaką chciała", wszak nie pracować ona chciała a k-hólować. Idąc za zdzisiowym ciosem cierpimy na wysyp k-hólewiąt nie tylko wojewódzkich, powiatowych, gminnych czy okręgowych, a nawet regionalnych, osiedlowych, dzielnicowych i sąsiedzkich. Nie inaczej sprawy mają się w dziek-hanacie z Z-hU-T-cie, gdzie, w praktyce, każdy jest wściekły że musi siedzieć z tą dzieciarnią, wąchać jej zapachy i zamiast siedzieć na tronie siedzi przed komputerem, w którym wzrok może utonąć bezpowrotnie. I ja w pewnym sensie jestem w stanie to zrozumieć. Ja także nie lubię młodych ludzi, uważam że śmierdzą, mają głupawą mentality, w dodatku ani ta młodzież do tańca ani do różańca, im także udzielił się syndrom k-hólowania.. Mimo to, dziwi brak profesjonalizmy i słaby charakter. Aż tak łatwo wyglądało wasze życie w PRL-u że teraz przyjmujecie za afront prośbę studenta o skorygowania sytuacji, której idiotyzm widzi każdy zdrowy psychicznie człowiek, jakiego znam? Całkiem serio - Polacy stali się przeciwni wszystkiemu, nawet sobie. Źle że ktoś ma długie włosy, ciemne, że nie nazywa się ,,Ziemowit", że jest za wysoki, że jest z Południa, z Północy, Zachodu, Wschodu, że ma dziewczynę, że jej nie ma, że ma chłopaka, dzieci ma źle, nie ma jeszcze gorzej, pracuje to fatalnie, nie pracuje to tragicznie, uczy się to nierób, nie uczy tuman, ... Wszystko Polakom teraz przeszkadza. A zasada motywacji jest prosta, stara i dobrze znana - jak ktoś chce to szuka sposobu a jak nie chce to szuka powodu. I ta reguła obowiązuje także w Z.U.T. Proszę popatrzeć - nie podobają się moje zaliczone kursy -> to mi dano pół studiów do zaliczenia; nie podobał się mój projekt -> trafił do kosza; komuś nie spodobało się że tak sobie spokojnie chodzę na zajęcia -> indeks ,,mryga na czerwono", trzeba bez końca biegać i wyjaśniać dawno już wyjaśnione. Kończąc powiem że nie jestem ani niezadowolony, ani zadowolony ze studiów w Z.U.T. Dla mnie te trzy lata były informacją że to nie problem tkwi w Uczelni, a w Polakach, którzy w niej pracują. Nie można dogodzić wiecznemu malkontentowi, nie da się także sprostać oczekiwaniom prostaka - Van Gogh dla niego będzie zły powieszony na lewym boku, na prawym, prawidłowo i na wspak; dla zasady zawsze będzie źle to może nie wyjdzie jaki jest pusty. Polacy się coraz mocniej szamocą zmagając z odwiecznym wrogiem, któremu na imię ,,Coca-Cola", dzięki niej Czerwony Mikołaj zajął miejsce ,,Króla Polski" w jego święto; po drodze odkrywają sojusz dziada nawet z elektrownią wiatrową, której tembr łopotania celowo programuje w podświadomości kod ,,Pokemona", który oddala młodocianych od prokreacji, szkła i lektury ,,Socjologii gospodarki" - wszak tak ciekawe to zajęcia że nie sposób pojąć co może być w nich nudnego, prawda? Dlatego Z.U.T. patriotycznie staje na wysokości zadania odpowiadając ,,mryganiem w indeksie" na łódź prezerwatyw dwóch Syren z Holandii, które zapragnęły uczyć Młodzież Ze-Wszech-Polską jak robić dzieci nie należy, wszak istnieje obawa powicia dziecka, które zamiast płci będzie mieć ,,mryganie w indeksie" lub nowe ,,różnice programowe". Z.U.T. to najlepsza osobliwość, jaką spotkałem w życiu - ani nie śmieszy, ani nie bawi, ani nie straszy, ani nie uczy; ale angażuje czas maksymalnie. Może Trójkąt Bermudzki jest w Szczecinie i dlatego tak zagina czasoprzestrzeń? Kto wie, może ukończę Z.U.T. jako miss bosej stopy? Nigdy nie wiadomo - przyjechałem do Szczecina by zostać inżynierem architektem, ale wygląda na to że chyba się tego nie doczekam.

    :(
    Architektura
    24-12-2019