Wywiad z absolwentem uczelni Harvard (Harvard University)

Marek Kordylewski

Lokalizacja: Stany Zjednoczone, Cambridge, Massachusetts 02138

  • Nazwa uczelni: Harvard University (Uniwersytet Harvarda)

  • Wydział: Biologia Komórki

  • Pozycja uczelni w rankingu: 1 miejsce

1. Dlaczego wybrał Pan ten kierunek i Harvard University? 

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wyjaśnić, że system edukacji w USA jest zupełnie inny niż europejski i dla wielu Europejczyków jest on całkowicie niezrozumiały.  Otóż, aby studiować kierunki takie jak prawo, medycyna, czy np. architektura, trzeba najpierw ukończyć jakieś inne studia pierwszego stopnia.  Dopiero potem studiuje się te kierunki na poziomie studiów porównywalnych do studiów doktoranckich.  Przy czym te profesjonalne studia mogą być na zupełnie innej uczelni niż studia pierwszego stopnia.  Żeby było jeszcze ciekawiej, studia pierwszego stopnia wcale nie muszą być z dziedziny pokrewnej do profesji, którą się chce później wykonywać.  Wystarczy tylko zaliczyć odpowiednią liczbę zajęć, które stanowią podstawę do dalszych studiów.  Niemniej, dla własnego dobra warto ukończyć coś co ma związek z wizją dalszej kariery zawodowej.

Będąc uczniem liceum w Krakowie chciałem być lekarzem.  Na szczęście dla moich niedoszłych pacjentów, ostatecznie lekarzem nie zostałem.  Ale, ponieważ wyemigrowałem do USA na rok przed maturą, musiałem się dostosować do tamtejszych standardów edukacji.  Chcąc być lekarzem, dowiedziałem się, że muszę skończyć jakieś inne studia, aby dopiero po ich ukończeniu zająć się medycyną.  Postanowiłem podejść do tematu ambitnie, wybierając biochemię i najlepszą amerykańską uczelnię.

2. Jak się Panu studiowało, czy było dużo nauki, jakie przedmioty były najtrudniejsze dla Pana ?

Studia w USA różnią się diametralnie od studiów europejskich.  Podstawową różnicą jest to, że w Ameryce na studiach dużo się pisze. Również na kierunkach ścisłych. Pisze się prace semestralne, śródsemestralne, a egzaminy końcowe w wielu wypadkach także polegają na pisaniu na zadany temat.  Nauki jest dużo, gdyż wykłady służą jedynie wskazaniu kierunków zdobywania wiedzy, a wiedzę zdobywa się poprzez własne poszukiwania.  Zajęcia w laboratorium służą praktycznemu sprawdzeniu tego, co się student nauczył.

Szczególnym wyzwaniem dla mnie były wszystkie zajęcia z dziedziny biochemii i biologii molekularnej.  Jednak świadomość, że obcuje się z najwyższej klasy autorytetami z danej dziedziny, było nagrodą samą w sobie.  Poza tym możliwość weryfikacji w laboratorium, tego czego uczyliśmy się teoretycznie na wykładach, dawało nam dodatkowe siły do nauki.

Nieco inaczej było z matematyką.  Nigdy nie byłem orłem z matematyki, a obowiązkowe zajęcia z macierzy i analizy matematycznej, wymagane dla tzw. studentów przedmedycznych, były nie lada wyzwaniem.  A i tak udało mi się przebrnąć przez te wyzwania i to z całkiem niezłym skutkiem.

3. Jak Pan ocenia kadrę akademicką na Harvard University, czy ma Pan swojego ulubionego wykładowcę ?

Na Harvard University opowiada się obiegowy dowcip, że co roku w październiku, tuż po ogłoszeniu laureatów Nagrody Nobla, któryś z wydziałów nauk ścisłych ma co najmniej jeden dzień wolny, gdyż co roku przynajmniej jeden laureat pochodzi z Harvardu.  Byłem studentem zbyt krótko, żeby potwierdzić empirycznie, czy istotnie jest tak co roku.  Niewątpliwie prawdą jest, że idąc codziennie przez kampus można spotkać któregoś z noblistów. 

Piękne w tym jest to, że ci nobliści, oprócz prowadzenia badań, normalnie prowadzą wykłady dla studentów. Niestety drugą stroną medalu jest to, że tacy laureaci Nagrody Nobla często wpisują się idealnie w stereotyp szalonego naukowca.  Ich geniusz i wiedza są bezsporne, a samo przebywanie w ich towarzystwie jest inspirujące.  Natomiast jakość ich wykładów bywa różna.  Nie dlatego, że nie potrafią uczyć, bo to niewątpliwie potrafią, tylko dlatego, że ich geniusz czasem powoduje, że coś przychodzi im do głowy w trakcie wykładu i zamiast się skupić na wykładzie odpływają w kierunku swoich genialnych przemyśleń. 
Do tego dochodzi czasem kwestia językowa.  Zdarza się, że owi genialni wykładowcy są obcokrajowcami i mówią po angielsku z mocnym akcentem, co nie ułatwia zrozumienia tego o czym mówią.

Spośród moich wykładowców, chyba najlepiej zapamiętałem Matthew Meselsona, choć on akurat laureatem Nagrody Nobla nie jest.  Jest to jednak wybitna postać ze świata genetyki i biochemii.  W latach 50-tych XX wieku, wraz z Franklinem Stahlem, udowodnił w praktyce teorię Watsona-Cricka na temat budowy i replikacji DNA.  Jest coś absolutnie fascynującego, gdy słucha się z ust żywej legendy o tym jak został przeprowadzony eksperyment, o którym zazwyczaj czyta się w podręcznikach.

Gdybym miał jednak wskazać ulubionego profesora, to najlepiej wspominam wykładowcę Biochemii Fizycznej.  Był to naukowiec, który w pewnym momencie porzucił ścieżkę naukową i przejął obowiązki dyrektora administracyjnego wydziału Biochemii.  Ale ponieważ specjalizował się w chemii fizycznej, wykładał tylko ten jeden przedmiot, jako swoiste hobby.  Była to przezabawna, nietuzinkowa postać, sypiąca anegdotami.  Jego opowieści o czasach studenckich na CalTech (California Institute of Technology) i pierwszych latach pracy naukowej fantastycznie przeplatały się z zasadami termodynamiki, o których opowiadał jak o egzotycznych podróżach.  Na koniec każdego wykładu odczytywał nam jakiś limeryk, ułożony przez niego lub jego kolegów na studiach.  Zapowiedział, że jeśli ktoś z nas napisze udany limeryk na temat naszego kursu, może liczyć na przychylne spojrzenie podczas oceniania egzaminu.

Popełniłem coś takiego:

I once took a course in thermo.
It was as tough as inferno.
I studied a lot,
‘bout heat and what not.
But do I need to know thermo?

Przedmiot zaliczyłem.  Nie pamiętam na jaką ocenę.  Tym bardziej nie pamiętam, czy mój limeryk miał na to jakiś wpływ.   Ale zapamiętałem, że profesorowie Harvardu to nie same sztywniaki.

4. Czy nie żałuje Pan wyboru kierunku czy dzisiaj wybrał by Pan ten sam kierunek ?

To ciekawie postawione pytanie, gdyż odpowiedzieć mogę tylko, że nie żałuję wyboru kierunku, niemniej jednak dzisiaj wybrałbym coś innego.

Rozpocząłem studia w 1989 roku, który z polskiej perspektywy politycznej był rokiem przełomowym.  Przed przemianami politycznymi w Polsce, na studia w Polsce patrzyło się z jednej strony jak na przedłużenie młodości, a dla młodych mężczyzn dodatkowo była to ucieczka przed obowiązkową służbą wojskową.  Ponieważ przyszło mi studiować w Ameryce, niejako z automatu patrzyłem na studia nieco inaczej.  Miały mi dać określony zawód i przygotować do prawdziwego życia.  Tymczasem w trakcie studiów zrozumiałem, że akurat bycie lekarzem, to nie jest to co będzie mnie kręciło przez resztę życia.  Po ukończeniu biochemii poszedłem na studia z biznesu i jestem dumny z posiadania tytułu MBA.

Jednakże, gdybym dziś stał u progu edukacji uniwersyteckiej poszedł bym w kierunku historii lub nauk politycznych.  Hmm.  Dziwna ze mnie postać: niedoszły lekarz, biochemik, dyplomowany biznesmen, a w głębi duszy historyk czy politolog amator. 

W USA zmiana kierunku w trakcie studiów lub doktoryzowanie się z zupełnie innej dziedziny niż się wcześniej studiowało, nie jest niczym dziwnym.

5. Czy pracował Pan na studiach ?

Oczywiście.  W USA jest to normą.  Na początku studiów praca była tylko elementem  finansowego uzupełnienia stypendium, co zresztą jest oczekiwane przez uniwersytet i komisję, która przyznaje wsparcie finansowe.  Na późniejszym etapie studiów, praca, oprócz dochodu, staje się praktyką związaną z kierunkiem studiów.  W pierwszych latach studiów imałem się różnych zajęć.  Byłem kurierem, roznosiłem gazety, pracowałem w bibliotece.  Na przedostatnim i ostatnim roku studiów pracowałem w laboratorium biologicznym, co pozwalało mi zastosować w praktyce wiedzę zdobywaną na wykładach. 

Podobnie w wakacje, co też jest standardem amerykańskim, pracowałem na pełny etat w laboratorium biologicznym, najpierw jako laborant, a potem asystent naukowy.  Ta praca dała mi oprócz środków finansowych i satysfakcji, dwie publikacje naukowe, których jestem współautorem, dzięki profesorowi – szefowi laboratorium, który docenił mój wkład w prace badawcze.

6. Czy podjął Pan pracę zgodnie z kierunkiem studiów?

Jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że biochemia miała być kluczem do dalszych studiów medycznych, to zdecydowanie nie podjąłem pracy zgodnej z kierunkiem studiów.  Chociaż tuż po powrocie do Polski moja wiedza z dziedziny biologii molekularnej, taka jak: procedury PCR, southern blots, northern blots, czy western blots, była dla mnie chlebem powszednim.  W tym czasie o procedurach tego typu w Polsce się czytało, a ja miałem doświadczenie praktyczne.  Niemniej chciałem rozwijać się w kierunku biznesu.

Mając, oprócz biochemii, dyplom MBA, mogę powiedzieć, że pracuję zgodnie z wykształceniem, choć niekoniecznie tym pierwotnym.

7. Co by Pan chciał robić w przyszłości. Czy ma Pan to już sprecyzowane ?

Wziąwszy pod uwagę, że studia skończyłem ćwierć wieku temu, to powinienem już wiedzieć, co chcę robić w przyszłości.  Wprawdzie miałem w czasie studiów profesora, później serdecznego przyjaciela, który wówczas mówił, że wciąż nie wie co chciałby robić, gdy dorośnie.  Miał wówczas 50 lat.  Zbliżam się do tego wieku, zatem mogę się jeszcze spokojnie pozastanawiać.

8. Z jakimi kosztami trzeba się liczyć podczas studiowania?

Znów pytanie, na które ciężko odpowiedzieć wprost.  Nominalnie rok nauki na Harvard University kosztuje około 50.000 USD.  Na tę kwotę w lwiej części składa się czesne, ale również koszty obowiązkowego domu akademickiego, stołówki, podręczników i innych wydatków.  Składając podanie o przyjęcie na studia na Harvard University, trzeba również złożyć informację o sytuacji materialnej swojej i rodziców, do której dołącza się kopie zeznań podatkowych.  Po decyzji o przyjęciu na studia, komisja do spraw pomocy finansowej analizuje sytuację materialną świeżo upieczonego studenta, a następnie stwierdza ile kandydat i jego rodzice mogą faktycznie zapłacić za studia. Student otrzymuje precyzyjne wyliczenie, z którego wynika m.in. ile może samodzielnie zarobić w trakcie roku akademickiego oraz podczas wakacji. Resztę uniwersytet dopłaca z własnych funduszy.  Oczywiście uniwersytet sugerując ile student musi wypracować, nie pozostawia go samemu sobie.  Na kampusie działa biuro zatrudnienia, które pomaga studentom znaleźć odpowiednie zajęcie.  Ale tak naprawdę, to co student może zarobić sam to kropla w morzu potrzeb finansowych.  Te dochody własne mają bardziej charakter wychowawczy, niż finansujący studia. Osobom pochodzącym z rodzin o naprawdę trudnej sytuacji materialnej, Harvard University jest w stanie zapewnić bezzwrotną pomoc finansową, która pokryje praktycznie 100% potrzeb.  Niestety za moich czasów Harvard był mniej hojny.  Część wsparcia finansowego dostałem w formie pożyczki, którą musiałem odpracować zarówno w czasie studiów, jak i po nich.

Nasuwa się pytanie, jaki interes ma uniwersytet w takim pełnym finansowaniu studiów swoim studentom.  Odpowiedź jest szalenie prosta.  Harvard, będąc bardzo bogatą instytucją, traktuje swoich studentów jako inwestycję, a nie jako źródło dochodów.  Inwestycja polega na tym, że jak taki absolwent Harvardu dostanie po latach Nagrodę Nobla, to Harvard może się pochwalić, że to dzięki edukacji wyniesionej z murów tego uniwersytetu.  Ale są też przypadki prostsze ekonomicznie.  Absolwenci Harvard University to często ludzie sukcesu, którzy na stare lata posiadają spory majątek.  Często przeznaczają w testamencie, albo jeszcze za życia w formie darowizny, całkiem pokaźne środki na rzecz uczelni, w postaci funduszy na budowę nowego budynku, ufundowanie stypendium lub katedry, które później nazywane są ich imieniem.

Obawiam się, że żaden nowy budynek, stypendium, czy katedra nie będą nosiły mojego imienia, a ja skromnie zwracam Harvardowi dług wdzięczności, poprzez zachęcanie młodych zdolnych Polaków do podjęcia próby dostania się na studia na ten uniwersytet.  Może ktoś czytający te słowa podejmie to wyzwanie i za kilka lat ukończy tam studia, a za pół wieku ufunduje np. nowy gmach biblioteki.  Życzę tego Harvardowi oraz młodym zdolnym Polakom.

9. Jak wyglądała rekrutacja? Na ile trudno było się dostać na studia?

Również rekrutacja na studia w USA jest zupełnie czymś innym niż to, z czym mamy do czynienia w Europie. Poza tym 30 lat temu, gdy ja starałem się o przyjęcie na studia, proces ten wyglądał inaczej niż dziś.

Jako obcokrajowiec miałem dodatkowo pod górkę. Oprócz standardowych, ogólnokrajowych testów SAT, które trzeba zdać, jako nie „native speaker” języka angielskiego musiałem zaliczyć test TOEFL (Test of English as a Foreign Language).  Standardowe testy zdają wszyscy kandydaci na studia na wszystkich amerykańskich uczelniach.  Jednakże te najlepsze uniwersytety z tzw. Ivy League (Liga Bluszczu) stawiają poprzeczkę punktową z tych testów bardzo wysoko.

Ale to nie punkty powodują, że kandydat dostanie się na studia na Harvardzie lub nie.  Punkty są warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym.  Harvard University poszukuje wśród najlepszych kandydatów ludzi nieprzeciętnych.  Nie wystarczy być zdolnym, trzeba jeszcze mieć pasję.  Trzeba się wykazać czymś nietypowym, nietuzinkowym.

Oprócz przedkładania dokumentów potwierdzających zdobycie odpowiedniej liczby punktów na testach, trzeba wypełnić formularz – wniosek o przyjęcie na studia.  Taki formularz sam w sobie jest nie lada egzaminem.  Oprócz udzielenia odpowiedzi na szereg konkretnych pytań, trzeba napisać esej na zadany temat.  Poprzez cały ten formularz oraz esej, trzeba się mądrze zareklamować.  Nie należy pisać, że jestem mądry, piękny, wspaniały, a do tego skromy, lecz opisywać swoje doświadczenia życiowe i szkolne tak, aby pośrednio z nich wynikało, że jest się świetnym kandydatem.  Im bardziej nietypowym, o bardziej dziwacznych zainteresowaniach tym lepiej.  Warto wspominać o zainteresowaniach innych niż szkolne oraz o zaangażowaniu w działalność społeczną.

A tak naprawdę trzeba po prostu pokazać, że ma się potencjał.  Potencjał na Nagrodę Nobla. Oczywiście nie każdy ją dostanie.  Ale, żeby się dostać na Harvard University, trzeba pokazać, że, przynajmniej teoretycznie, jest się gotowym przyjąć tę nagrodę, gdyby przypadkiem została nam zaoferowana.

10. Jak ocenia Pan środowisko studenckie? (towarzystwa, różnice kulturowe).

To chyba było najcenniejsze, co można było przeżyć podczas studiowania na Harvardzie.  Oczywiście, wśród studentów dominują Amerykanie, ale odsetek studentów z całego świata jest na tyle duży, że są oni widoczni i udzielają się w różnych organizacjach.

W roku 1990 wraz z grupką polskich przyjaciół założyliśmy stowarzyszenie polskich studentów na Harvardzie, o nazwie the Harvard Polish Society, którego miałem przyjemność być pierwszym prezesem.  Stowarzyszenie działa do dziś i ma się dobrze, organizując wiele ciekawych wydarzeń kulturalnych oraz popularno-naukowych.

Amerykanie tam studiujący też do tuzinkowych nie należą.  Jako przykład podam, że w moich czasach prawo na Harvardzie studiował młody, ale już bardzo zdolny, Barack Obama.  Mijaliśmy się na kampusie i nic nie zdradzało, że zagapiwszy się, mogłem potrącić przyszłego prezydenta USA.

Wśród moich kolegów ze studiów są też: były ambasador Słowenii w Rosji, polski profesor biologii w Kalifornii, który jeszcze jako student, opublikował artykuł naukowy w Science, a także pani gubernator jednego ze stanów USA.  Wszyscy ci ludzie już w czasach studenckich byli na swój sposób nieprzeciętni.  Niektórzy z nas zostali wielkimi ludźmi, a inni podążali zwykłą ścieżką kariery.  Są tacy, którzy odnieśli wielkie sukcesy i tacy, którzy tego nie dokonali.  Są też tacy, którzy ponieśli porażki.  Nie zmienia to faktu, że ludzie, których spotkałem podczas studiów na Harvardzie, to najciekawsza grupa z jaką miałem w życiu do czynienia.

Częścią studiowania jest to, że obowiązkowo mieszka się w akademikach i jada się wspólnie w stołówkach.  Na posiłki przychodzą też profesorowie.  Takie codzienne lunche czy kolacje potrafią bardzo się przedłużać, gdyż studenci pogrążeni w dysputach, często nie zauważają upływu czasu.  Różnorodność etniczna, narodowa, a także naukowa, pozwala na szalenie ciekawą wymianę myśli. 

To właśnie dla tych różnorodnych kontaktów i wymiany intelektualnej zarówno na sali wykładowej, w laboratorium, ale również w stołówce, warto było studiować na Harvardzie.

11.Opierając się na własnym doświadczeniu, jaki jest według Pana zawód przyszłości i dlaczego?

Znów pytanie, na które ciężko jednoznacznie odpowiedzieć.  Byłoby nieuczciwe zabrać głos jako człowiek doświadczony i powiedzieć, że przyszłością jest informatyka, czy zarządzanie finansami, czy też dowolna inna dziedzina.  Byłoby to pójście na łatwiznę. Moje życiowe doświadczenie podpowiada, że na studiach nie jest najważniejsze zdobycie konkretnego zawodu, choć jest to niewątpliwie ważne, lecz nauczenie się jak dostosowywać się do zmieniającego się wokół nas świata.  Często mówię młodym ludziom, że w czasach moich studiów nie było telefonów komórkowych, internet służył do przesyłania wiadomości, które były krótsze niż współczesne SMSy i nie zawierały one załączników, a komputery były stacjonarne z potężnymi monitorami kineskopowymi.  Jak więc ktoś, kto wówczas szkolił się by być najlepszym w dziedzinie, która obecnie już nie istnieje, ma się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości? Dziś ciężko sobie wyobrazić rzeczywistość, która nas będzie otaczać za 20-30 lat.  Tak samo jak ja i moi koledzy w czasie studiów nie wyobrażaliśmy sobie smartfonów z nieograniczonym dostępem do internetu. Dlatego, nie unikając odpowiedzi na zadane pytanie, powiem nieco przewrotnie.  Zawodem przyszłości będzie zawód, którego jeszcze nie znamy i nie potrafimy go jeszcze dziś zdefiniować.  Przy wyborze studiów, zachęcam do kierunków interdyscyplinarnych, które uczą nie tylko wiedzy, którą już można zastosować, lecz uczą też jak szukać własnych rozwiązań i łączyć ze sobą to co wydaje się nie do połączenia.


logo youtube

Filmy - Harvard University (Uniwersytet Harvarda)

How to Get into Harvard

Taylor Reneau – absolwentka Harvard University, która dostała się na studia do najlepszej uczelni świata nie mając znanego nazwiska ani specjalnych wpływów. Jak ona to zrobiła? W swoim filmiku Taylor tłumaczy, że oceny są ważne, ale nie najważniejsze. Są tysiące osób na świecie, które kończą licea z doskonałymi ocenami – ważne jest, żeby się wśród nich wyróżnić, pokazać, że ma się w sobie coś więcej. W swoim eseju, który wysyła się do uczelni należy zaprezentować się jako osobę pełną pasji, ciekawą świata. Trzeba podchodzić do swojej aplikacji z myślą, że to nie Ty chcesz studiować na Harvardzie, a Harvard chce, żebyś to Ty u nich studiował. Jeśli chodzi o wybór kierunku, studentka radzi, by wybrać jak najbardziej ambitny i wymagający, lecz zgodny ze swoimi zainteresowaniami. Co prawda nie ma określonego przepisu na sukces, jednak według słów Taylor: „Aplikowanie na Harvard jest najważniejszą rzeczą, by dostać się na Harvard”.Więcej szczegółów w filmiku.


How to Get into Harvard (Part 2)

W drugiej części filmiku absolwentka Harwardu - Taylor Reneau dzieli się kolejnymi praktycznymi informacjami. Mówi, że należy zaangażować się w aktywności pozaszkolne, jak na przykład akcje charytatywne, kluby zainteresowań, czy nawet zespół muzyczny. Ważne jest, by pokazać jaki wpływ miała Twoja działalność na społeczeństwo. Następną radą jest, by załączyć swoje zdjęcie lub filmik do swojej aplikacji jeśli jest to możliwe. Wtedy w oczach ludzi zajmujących się rekrutacją stajesz się realną osobą, a nie tylko tekstem na papierze, co zwiększa szanse na dostanie się na uczelnię.Ważnym elementem aplikacji jest esej. Absolwentka Harwardu zaleca, by nie dążyć do perfekcji i nie poświęcać zbyt wiele uwagi na szczegóły. Liczy się bardziej jego merytoryczny sens, czyli to co chcesz w nim przekazać. Należy jednak zadbać o to, by nie zawierał on żadnych błędów językowych. Więcej szczegółów w filmiku. 


One day at the Harvard University

Jeśli  jesteś ciekawy  jak wygląda dzień z życia studenta Harvardu to kanał na Youtube vladslife udostępnił taką możliwość każdemu. Vladislav Aleksejev nagrał filmik, w którym  prezentuje jak wygląda jego dzień na studiach w najlepszej uczelni świata.  Zobaczysz nie tylko jaki jest kampus zewnątrz, ale również sale, w jakich odbywają wykłady oraz laboratoria naukowe.  Poza tym poznasz stołówkę uczelni i zobaczysz, co można tam zjeść. Student pokazuje również takie miejsca na kampusie, jak akademik, siłownia uniwersytecka itp. Jak to mówią - Lepiej raz zobaczyć niż sto razy usłyszeć. Zapraszamy do oglądania filmiku.


Inne wywiady

Michał Pajdak

University of California, Berkley

Lokalizacja: Berkeley, Kalifornia, Stany Zjednoczone

Pozycja uczelni w rankingu: 5 miejsce

1.Dlaczego wybrał Pan ten kierunek i uczelnię? W 2012 roku zakwalifikowałem się do programu Top 500 Innovators - czego efektem był program stażowo-szkoleniowym na najlepszych uczelniach świata z rankingu szanghajskiego (Academic Ranking of World U...

Ewa Urbaniec

Cornell University

Lokalizacja: Ithaca, Nowy Jork 14850, Stany Zjednoczone

Pozycja uczelni w rankingu: 12 miejsce

1. Dlaczego wybrała Pani ten kierunek i Cornell University? ( Opinia rodziców/ znajomych/ przypadek itd.) Podczas kontraktu w Egipcie, kiedy pracowałam jako Sales&Marketing Manager of Soho Square, pojawiła się możliwość uzupełnienia wiedzy z za...

Anna Gawlicka

Université Paris 1 Panthéon-Sorbonne

Lokalizacja: 75005 Paris, France

Pozycja uczelni w rankingu: 36 miejsce

1. Dlaczego wybrała Pani ten kierunek i uczelnię? Gdy miałam 12 lat, w nagrodę za wygrany konkurs recytatorski poezji i prozy francuskiej, po raz pierwszy pojechałam do Paryża. Zabrzmi to może banalnie, ale gdy zobaczyłam studentów przekraczający...

Jan Filipowicz

University College London

Lokalizacja: Gower St, Bloomsbury, London WC1E 6BT, Wielka Brytania

Pozycja uczelni w rankingu: 17 miejsce

1. Dlaczego wybrał Pan ten kierunek i uczelnię? Kierunek wybrałem ze względu na zainteresowanie tematyką międzynarodową - w szczególności krajami Afryki i Azji. Kiedy już zdecydowałem się na konkretny kierunek, porównałem programy różnyc...